Porozmawiajmy o pieniądzach

Temat wynagrodzeń i ich negocjowania to temat rzeka – pewnie spokojnie można by o nim napisać książkę. Niemniej jednak, wydaje mi się, że warto jasno rozmawiać o „kasie” i dlatego w dzisiejszym wpisie zdecydowałam pochylić się nad tym tematem :)

W jednym z poprzednich wpisów, radziłam, aby nie bać się rozmawiać o pieniądzach podczas rozmowy rekrutacyjnej. Obiecałam, że pochylę się bardziej nad tym tematem – i oto nadeszła ta wiekopomna chwila :)

Po drugiej stronie.

Warto mieć na uwadze, że (nie licząc pojedynczych przypadków) każde stanowisko i każda rekrutacja ma jasno określony budżet na dane stanowisko – czyli, de facto, koszt, miesięczny bądź roczny, jaki może ponieść dana firma w związku z wypłacaniem pensji danemu pracownikowi.

Skąd się bierze? Jest to wypadkowa kilku rzeczy – tego ile zarabiają osoby na analogicznych stanowiskach w danej firmie, tego jak wygląda średnia na rynku i, po prostu, ile firma jest w stanie przeznaczyć na pensje dla danej osoby (+ dodatkowe koszty ponoszone jeśli mówimy współpracy na innych umowach niż b2b). Zazwyczaj jest to wartość „od do”, do tego też przyjmuje się pewien margines negocjacyjny. I stąd oto biorą się słynne „widełki”.

Zapytasz: a co to dla mnie oznacza? Oznacza, to tyle, że jeśli pracujesz, bądź chcesz pracować na danym stanowisku i na pewnym poziomie, jest pewien zakres wynagrodzenia jaki możesz otrzymać. Oczywiście, mamy też przypadki, kiedy jesteś tak dobrym pracownikiem, że firma może cie „podebrać”, płacąc ci miliony monet za przejście do nich, ale to są naprawdę nieliczne przypadki (chociaż jak najbardziej życzę ci takiej sytuacji ;) ).

To ile powinien zarabiać?

Najłatwiej jest spojrzeć na raporty płacowe, które są tworzone na podstawie danych od firm i pracowników.  Kolejnym sposobem jest, po prostu, sprawdzenie ogłoszeń o pracę na te stanowiska, które cie interesują – często pracodawcy podają widełki wynagrodzeń, zwłaszcza w IT (tu polecam serdecznie nofluff).

Jest jeszcze jedna rzecz, której warto spróbować – po prostu pogadać ze swoimi kolegami i koleżankami w pracy o tym ile zarabiają. Nadal, w wielu przypadkach, wynagrodzenie jest tematem tabu, ale wydaje mi się, że sytuacja ta się zmienia i w towarzystwie, w którym lepiej się znacie, warto jasno porozmawiać o tym ile zarabiacie.

Dobra, określiłeś już to na ile możesz liczyć w swojej pracy. Warto teraz porównać to z tym ile ty chciałbyś zarabiać.

Na sumę jaką chciałbyś zarabiać powinno składać się kilka rzeczy:

  • wydatki na życie (czynsz, jedzenie, kredyt, rozrywka, etc),
  • coś do odłożenia na oszczędności,
  • bufor na ewentualne negocjacje.

O czym można też pamiętać, to założenie jak często możesz liczyć na podwyżki. Jeśli jest to rzadziej niż raz na rok, możesz dodać kilka procent zapasu na koszty ewentualnej inflacji, czyli np. podwyżki czynszu, zmiany cen benzyny czy nawet wzrost raty kredytu hipotecznego.

Warto też, żebyś zastanowił się na podstawie jakiej formy współpracy chcesz pracować. Każda z nich ma swoje plusy i minusy, a wszystko zależy od tego na czym w danym momencie Ci zależy.

Pora na negocjacje.

Kiedy już na rozmowie padnie pytanie jak wyglądają twoje wymagania finansowe, określ je jasno i na podstawie jakiej umowy, Jeżeli rekruter zapyta czy jest pole do negocjacji, też jasno się do niego ustosunkuj – może akurat firma/projekt jest tak ciekawy, że mógłbyś zejść dla niego z kwoty, którą wcześniej ustaliłeś.

Pamiętaj – jesteś na rynku warty tyle ile firma jest w stanie za ciebie zapłacić. Z drugiej strony, są też pewne granice ile firma jest w stanie zapłacić za dany zestaw kompetencji i umiejętności u danej osoby.

W swojej dotychczasowej karierze zawodowej, w momencie w którym firma chce złożyć wybranemu kandydatowi ofertę, spotkałam się z dwoma podejściami. Pierwsze, bardziej optymistyczne, zakładało, że kandydat jest dobry, zależy nam na nim (nawet jeżeli przekracza budżet, ale nie jakoś kosmicznie) kandydat dostawał taką sumę jaką zadeklarował podczas spotkania, wszyscy byli zadowoleni i następnego dnia podpisywali umowę.

Drugi wariant to złożenie oferty zdecydowanie poniżej oczekiwań kandydata. Powodów może być kilka: albo mocno przestrzeliłeś z oczekiwaniami, albo firma ma naprawdę niskie widełki, albo, po prostu, są twardymi negocjatorami i każda złotówka jaką zaoszczędzą na twojej pensji, będzie dla nich ważna.

W taki wypadku, pora się już porządnie zastanowić. Jeśli podałeś mocno zawyżone oczekiwania, a sama firma cie interesuje i zależy ci na tej pracy, może warto zejść trochę z oczekiwań i spotkać się po środku? Jeżeli firma nie jest tego warta i wiesz, że nie będziesz żałować odrzucenia oferty lub w innym miejscu możesz dostać podobne pieniądze, nie ma czego żałować.

Jaki z tego morał?

Zdaje sobie sprawę z tego, że temat wynagrodzeń i ich negocjowania to temat rzeka. Pewnie spokojnie można by o nim napisać książkę. Niemniej jednak, wydaje mi się, że warto jasno rozmawiać o „kasie”.

To jak wyglądają budżety firm w ogromnym stopniu zależy od rynku i tego jakie wymagania mają kandydaci, zwłaszcza kiedy mówimy o rynku kandydata, nie pracodawcy. Wiąże się to z tym, że z roku na rok stawki, zwłaszcza dla programistów, rosną. I jest to coś całkowicie normalnego na takim a nie innym rynku. Niemniej jednak, myślę, że warto podejść realistycznie i pragmatycznie do tematu wynagrodzeń, nie bać się o nich rozmawiać i jasno deklarować swoje oczekiwania.

  1. Porozmawiajmy o pieniądzach – Ewa Marciniak

    Dziękujemy za dodanie artykułu – Trackback z dotnetomaniak.pl

    Odpowiedz

  2. Myślę, że warto wcześniej też pójść na rozmowę rektrutacyjną do innej firmy, aby właśnie zobaczyć ile jesteśmy warci. Przy okazji przećwiczyć sobie samą rozmowę, przed pójściem do właściwej firmy.

    Dodatkowo warto w pierwszej kolejności podać płace trochę większą niż ta oczekiwana, aby później mieć z czego zejść. To tak samo jak z sprzedażą domu, czy samochodu. Podajemy ceną wyższą, niż tą, za jaką chcemy sprzedać.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: