Przemyślenia: Co z tym rynkiem pracy IT?

Rynek IT jest idealnym przykładem typowego rynku pracy kandydata – dobrych specjalistów brakuje, a potrzeby firm, by ich zatrudniać wydają się być nieskończone. W momencie kiedy podaż kandydatów na rynku jest o wiele mniejsza niż popyt, to kandydaci (a później pracownicy) mogą praktycznie dyktować warunki współpracy. Jak żyć w tej rzeczywistości?

Rynek IT jest idealnym przykładem typowego rynku pracy kandydata – dobrych specjalistów brakuje, a potrzeby firm, by ich zatrudniać wydają się być nieskończone. W momencie kiedy podaż kandydatów na rynku jest o wiele mniejsza niż popyt, to kandydaci (a później pracownicy) mogą praktycznie dyktować warunki współpracy. Już na etapie szukania pracy, to rekruterzy zgłaszają się do nich. Typowe jest to, że dostają kolejne oferty, nawet kiedy nie chcą zmieniać pracy. Nie wspominam nawet o tym jak ciężko jest zachęcić potencjalnego kandydata do 10 minutowej rozmowy (lub chociaż odpisania na wiadomość od rekrutera).

Benefity vs rzeczywistość

Firmy biją się o pracowników, a kandydaci przebierają w ofertach i dyktują warunki ewentualnej współpracy. Pracodawcy prześcigają się w coraz to bardziej wymyślnych sposobach żeby zachęcić programistów, żeby to przyszli akurat do nich. Piłkarzyki, chill out room z Playstation, „owocowe czwartki”, „piwne piątki” czy przekąski w kuchni to już standard w większość firm i przykładów tego jak próbują one wygrać w tym wyścigu zbrojeń. Niestety, niektóre z tych organizacji podkreślają te benefity jako najważniejszy powód dołączenia do nich, a nie do konkurencji.

Co jeszcze może skusić nowych pracowników? Zdecydowanie wyższa pensja na tle innych firm.

Oczywiście, nie chce generalizować. Po pierwsze, każdy z nas chce zwiększać swoje zarobki – rosną koszty utrzymania, chcemy oszczędzać i inwestować w siebie, zakładamy rodziny. Po drugiej, w wielu przypadkach ostatecznym czynnikiem zmiany pracy może być ciekawy projekt bądź nowe technologie, lub nawet wkurzenie na szefa lub zespół. Niemniej jednak, zarówno ja jak i wielu moich kolegów z branży, widzimy trend, że kandydaci najczęściej zmotywowani są chęcią coraz szybszego wzrostu wynagrodzenia. W ten sposób napędza się koło – popyt na pracowników ciągnie rośnie, dyktują oni warunki współpracy, co niesie za sobą stały wzrost wynagrodzeń w sektorze. Nie mówimy tu tylko o sektorze IT, bo tyczy się to całego rynku gdzie mamy deficyt specjalistów, ale IT jest tutaj dość dobrym przykładem.

Trudne rozmowy o pieniądzach

Z roku na rok widzę, że rozmowy z kandydatami powoli zaczynają wyglądać inaczej. Oczywiście, warto zadawać pytania na rozmowie (o czym szerzej napisałam w tym wpisie), ale od dłuższego czasu mam poczucie, że to ja jako rekruter jestem na rekrutacji u kandydata, nie na odwrót. Nie mam nic przeciwko takiemu podejściu, większości z nas zależy na dobrych warunkach, nie tylko finansowych, w nowym miejscu pracy, ale kiedy 20 z 30 minut przeznaczonych na rozmowę to pytania o wynagrodzenie czy dodatkowe benefity, co raz bardziej mam poczucie, że coś jest nie tak.

Rozmawiałam o tym zjawisku ze znajomymi programistami, którzy są już w branży około 10 lat. Większość z nich zauważa, że kolejne roczniki programistów wchodzących na rynek pracy ma poczucie, że to, iż są programistami, automatycznie sprawia, że powinni dostać pięciocyfrową pensję w pierwszym miejscu pracy. Jeżeli idzie za tym pasja, rzeczywiste umiejętności, potencjał i chęć do nauki oraz rozwoju, to super, ale niestety, sporo z nich liczy na specjalne traktowanie jedynie dlatego, że potrafią napisać kilka linijek kodu.

Always be learning

Praca programisty to ciągła nauka. Żeby mieć w sobie tę motywacje do nauki i ciągłego doskonalenia, programowanie powinno być pasją. W tej branży, jak w mało której, zdecydowanie nie można osiąść na laurach – trzeba cały czas iść do przodu, uczyć się nowych rzeczy, a wszystko to, żeby nie wypaść z obiegu. Przecież co rusz pojawiają się nowości – biblioteki, frameworki, narzędzia, rozwiązania, etc. Biorąc to pod uwagę, czas na pewno relatywnie szybko zweryfikuje to czy dany programista „zasługuje” na faktycznie spore zarobki i dalsze awanse, czy jednak dawno odpuścił i uważa, że jest uprzywilejowany pracując w zawodzie gdzie zawsze znajdzie sobie szybko nową pracę.

Od kilku dobrych lat słyszę już głosy, że ta „bańka” zaraz pęknie, ale nadal się to nie dzieje. Moim zdaniem, patrząc na trendy na rynku, nie czeka nas to zdecydowanie prędko. Są firmy, które nie dają się ponieść temu co dzieje się na rynku i mimo tego, iż ich wynagrodzenia nie powalają na kolana, to ludzie i tak chcą do nich dołączać, ponieważ zwracają uwagę na multum innych czynników, takich jak ścieżka potencjalnego rozwoju, tworzenie innowacyjnych projektów czy możliwość pracy pod okiem guru danej technologii. Myślę, że to jest zdecydowanie kierunek, w którym powinniśmy iść – nie dajmy się zwariować, a rynek i konkurencją same oddzielą pracowników, o których warto zabiegać od tych, których lepiej pozostawić innym firmom.

Jestem świadoma, że temat, który podniosłam w tym wpisie nie jest łatwy i może budzić dość spore kontrowersje. A jak Wy się zapatrujecie na ten temat? Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *